Ostatnia
próba.
Patrzę.
Stoję
tuż pod sceną a za mną rozciągają się olbrzymie trybuny. Już
jutro wszystkie te miejsca będą zajęte przez wrzeszczące fanki.
Na tle tłumu wzniosą się urocze transparenty, a tysiące głosów
będzie wyznawać im miłość.
Na
razie wyglądają dość żałośnie.
Banda
azjatyckich chłopców próbuje wykrzesać z siebie choć odrobinę
energii, a ja zastanawiam się, czy oglądam występ EXO, czy szkolne
przedstawienie.
Jest
szósta rano.
Ci
od mikrofonów już ogarnęli nagłośnienie, ale nie wiem po, co to
wszystko skoro i tak zamiast prawdziwych głosów przez głośniki
rozbrzmi cudownie przekombinowany playback.
Tuż
obok słyszę jak stylistki donośnie zastanawiają się nad kolorem
błyszczyka, który będzie dobrze komponować się z cerą D.O.
Jeśli
dobrze ogarniam sytuację, ten D.O ten dokładne ten, który cały
czas jest pod dźwiękiem.
Mam
dosyć.
Wchodzę
za kulisy, mijając po drodze managera. Ten uroczy facet jest o wiele
bardziej zafascynowany wieczornym wywiadem niż tym, że jego chłopcy
są do kitu. Jeszcze mnie zaczepia, z idealnie wymalowanym uśmiechem.
-
I jak tam? Są świetni, prawda? - jakby był głupi.
Wchodząc
do środka, zastanawiam się, co zrobiłam źle. Dałam im świetną
piosenkę, wręcz doskonałą - prawdziwe arcydzieło. Choreografia
była może trochę zbyt ekspresyjna, ale firma nie chciała niczego
nieprzekombinowanego. Jakimś cudem nie zmieniło się to w kupę
kiczu. Wciąż mieli jakiś tam czar, który sprawiał, że tysiące
fanek wrzeszczało na trybunach.
Beznamiętnie
mijam wszystkich tych, którzy nie mają żadnego znaczenia.
Stylistów. Choreografów. . Tych od nagrań. Tych od
makijażu. Tych od wszystkiego innego. Otoczona przez błyszczące
ekrany i twarze EXO w każdym kącie.
Idę
prosto do ich pokoju. Muszę pomyśleć.
Gdzieś
na środku białego korytarza pojawia się Hanji
-
Nie mam pojęcia, co robić. - prawie szepcze, ale widać, że się
denerwuje. Tę śliczną koreańską buzię wykrzywia grymas
niezadowolenia. Patrząc na niego z boku można by pomyśleć, że to
tylko kolejny członek załogi. Nawet z tą ogromną sylwetką i masą
mięśni przez dziecięcą twarz wciąż wygląda tylko na kolejnego
dzieciaka.
Błąd.
To on tutaj rządzi.
-
Rozkręcą się, jak usłyszą fanów. Jest szósta rano, nie możemy
za wiele wymagać - mówię zrezygnowana, a on tylko powoli kiwa
swoją wielką głową.
-
Co zamierzasz?
Nie
mogę się powstrzymać od lekkiego uśmiechu. Wciąż potrzebuję
mojej pomocy. Wciąż mnie szanuję.
Chociaż
on jeden.
Garderoba
EXO błyszczy w bieli. W powietrzu unosi się zapach słodkiej mięty
i gorzkiej czekolady. Patrząc na trzy puchate kanapy i długie,
jaśnięjące lustra, myślę o zupełnie innej sali. Tej, przed
Madison Square Garden i o tłumie, który skandował moje imię. O
chłopakach z Anonimusa. O pierwszym Grammy i o tym ostatnim, gdy już
przestali pytać o prawdziwe imię.
Wtedy
nazywali mnie geniuszem.
-
Po prostu poślij kogoś po jedenaście mocnych kaw. Może wtedy
wstaną na nogi - mówię, bezmyślnie gapiąc się lusto.
-
Ehm, ale... - jęczy.
Oczywiście.
Zabrakło mu ludzi, gdy wszyscy gapią się na uroczych azjatyckich
chłopców.
-
Nie martw się. Sama pójdę.
***
Pół
godziny później stoję przez pokojem, ściskając w dłoniach tacę
kaw. Cała drżę i za każdym razem, gdy już wyciągam dłoń, by
nacisnąć na klamkę, nie mam dość odwagi, by wejść do środka.
Po
raz dziesiąty odstawiam kawy i zerkam na swoje odbicie w lustrze.
Nie jestem śliczna i nie ważne ile razy będę zakrywać blizny one
wciąż tam będą. Jasne, prawie białe włosy, irytującą odporne
na farbę będą błyszczeć nawet pod ciemnym kapturem. Zresztą,
czemu ja się tak przejmuję?
Słyszę
ich rozbawione głosy. Ciche chichoty, ożywione rozmowy. Ktoś
trenuje - perfekcyjnie uderzając kolejne nuty. Gdzieś tam słychać
Hanjiego, który powoli czyta scenariusz, cudem ogarniając te
zabawną gromadkę.
Dopiero
teraz czuję jak bardzo są idealni. Wyjęci ze snu. Doskonali.
Po
prostu zamykam oczy i ruszam przed siebie.
Już
po pierwszym kroku uderza mnie ten blask. Szybko zwieszam wzrok. Nie
mam jak się ruszyć.
-
O kawa! - nie mam pojęcia, który z nich to wykrzyknął, ale jakimś
cudem dodał mi odwagi. Wciąż nieśmiało zerkam przed siebie.
EXO.
Moja mała obsesja. Jedenastu boskich azjatyckim chłopców z
nieziemskim talentem. Wciąż w luźnych ubraniach, śmieją się
wesoło, jakby nieświadomi swojego idealnego blasku. Prawdopodobnie
jedyni ludzie na planecie, którzy są w stanie wżerać te głupie
przekąski, które kosztowały firmę marne grosze z tak wielkim
zaangażowaniem. Widzę puste pudełko po żelkach i kilka misek z
chipsami, w których jeszcze jakimś cudem zostały resztki.
Są
tutaj. Tak blisko.
Pierwszy
nadchodzi Sehun. Wpatruje się w kawę wzrokiem, którym drapieżnik
obdarza swoją ofiarę. Nawet na mnie nie patrzy.
Nie
wiem, czy się cieszyć, czy płakać.
Krok
za krokiem ruszam przed siebie i czuję, jak powoli każdy z nich
zaczyna mnie zauważać. Jedno krótkie spojrzenie. Westchnięcie.
Okrzyk radości.
-
Kawa! - to melodyjny głos D.O. rozbrzmiewa tuż obok mojego ucha.
Delikatnie zerkam na tą odważną parę ciemnych oczu i wesoły,
jaśniejący uśmiech. Nie potrzebuje makijażu, by lśnić.
Delikatnie
odstawiam tacę na mały dębowy stolik, a gdy tylko się odsuwam,
oni legną do przodu, niczym stado bezpańskich psów. Jest coś
uroczego w sposobie w jaki się przepychają wciąż radośni i pełni
życia. Mogłabym się na nich gapić godzinami.
Kątem
oka zerkam na Hanjiego, zajętego przez swoje własne notatki. A
potem dostrzegam coś jeszcze.
Jeden
z nich nagle patrzy prosto na mnie, kompletnie ignorując wszystko
inne. Patrzy wzrokiem tak pięknym, że aż zabiera mi oddech.
Ma
ładne oczy, ciemne i przenikliwe. Promienny uśmiech, który
sprawia, że sama na moment zapominam o wszystkim innym. O
Anonimusie. O przeszłości. O głupiej firmie.
Gdy się odwracam już nie myślę. W uszach gra muzyka na kolejną doskonałą piosenką. A na ustach rozbrzmiewa imię.
Gdy się odwracam już nie myślę. W uszach gra muzyka na kolejną doskonałą piosenką. A na ustach rozbrzmiewa imię.
Chanyeol.
Hehe.. nie sądziłam ,że jednak to zrobisz (`・ω・´)” Czekam na więcej EXO ♥♥ (★^O^★)
OdpowiedzUsuń